Nie dokładaj sobie zmartwień

Czego nie chce usłyszeć zamartwiacz?

zamartwiacz blog spokój ducha

Słowo „zamartwiacz” nie figuruje w żadnym słowniku języka polskiego. Jest to neologizm, bynajmniej nie stworzony przeze mnie (żałuję), ale zaadaptowany na cele tego bloga, gdzie jest używany nader często. No bo jak nazwać osobę, która nadmiernie się martwi? Zamartwiacz, brzmi adekwatnie i każdy wie o kogo chodzi, nawet jeśli słyszy to słowo po raz pierwszy. Ale wcale nie musisz być typem zamartwiacza, możesz po prostu mieć zmartwienie, żeby inni zaczęli Ci mówić rzeczy, których Ty wcale nie chcesz usłyszeć.

Każdy z nas od czasu do czasu się czymś martwi. Zamartwiacz jest jednak prawdziwym ekspertem w tej dziedzinie. Trudno jednak jednoznacznie określić, czy osoba, która się czymś martwi jest nałogowcem, czy robi to tylko od czasu do czasu (chyba, że sama o tym powie).

Wśród zamartwiaczy można wyróżnić dwa podtypy:

  • Zamartwiacz introwertyk, który zamartwia się w duchu i jest na tyle skryty, że nikt może nawet o tym nie wiedzieć. Introwertyk zachowuje swoje troski dla siebie, bo nie chce obarczać nikogo swoimi problemami, uważa, że i tak nic mu to nie pomoże, wstydzi się tego, że w ogóle się martwi lub obawia się reakcji innych. Jest to zarazem zamartwiacz pesymista, bo nie wierzy, że ktoś może mu pomóc.
  • Zamartwiacz ekstrawertyk, który dzieli się swoimi problemami, najczęściej robi to z kilku powodów: pragnie współczucia i uwagi, rozładowuje w ten sposób napięcie, oczekuje pocieszenia lub ma nadzieję na uzyskanie konkretnej rady lub pomocy. Jest więc zamartwiaczem optymistą. I ponieważ to on sam się otwiera i sygnalizuje swój problem, może być narażony na brak zrozumienia, krzywdzące, ignorujące lub oceniające komentarze lub w najlepszym przypadku trywialne rady.

„Głowa do góry, jutro będzie lepiej”

To porada z rodzaju bagatelizujących. Jeśli nie wiadomo, co powiedzieć komuś, kto się martwi, najczęściej pada właśnie to zdanie lub jemu podobne (po burzy zawsze przychodzi słońce, wszystko się ułoży, będzie dobrze itd.).

Niestety, jutro nie będzie lepiej. Głównym problemem zamartwiacza jest wadliwy sposób myślenia. Jeśli myśli niewłaściwie dzisiaj, będzie myślał niewłaściwie tak jutro, jak i za 5 lat. Jeśli nie zmieni swojego sposobu myślenia, jego istoty, nic się nie zmieni, a on będzie nadal się zamartwiał. To jest dysfunkcja wewnętrzna, niezależna od obiektywnych okoliczności zewnętrznych. Jedno zmartwienie przechodzi automatycznie w kolejne i tak powstaje błędne koło.

Nie zmienia to faktu, że osoba, która się przed nami otworzy i w odpowiedzi usłyszy te słowa, może się poczuć niezrozumiana i w pewnym sensie odtrącona. Dlatego jeśli nie chce się nadużyć zaufania zamartwiacza lub jakiejkolwiek innej osoby, która ma zmartwienie, lepiej unikać banałów.

„No bo Ty nie masz prawdziwych problemów”

Jest to dosyć krzywdzące stwierdzenie. Co to znaczy „prawdziwy problem” ? Każdy ma problemy na miarę swoich możliwości psychicznych, doświadczeń, okoliczności, etapu życia, w którym się znajduje. Żadne zmartwienie nie jest błahe, ono po prostu jest. A czasem sprawy obiektywnie postrzegane jako drobnostki czyli według innych oceniane jako „nieprawdziwe problemy”, potrafią doprowadzić zamartwiacza do prawdziwej choroby. Bo rzeczywiste jest jego martwienie się, strach, ból, niepewność bez względu na to, czy obiektywnie ma po temu powód czy też nie. Wszystko przecież rozgrywa się w jego umyśle.

Prawdą jest, że osoba, która się zamartwia ma często zaburzenia perspektywy. Subiektywnie wyostrza i przecenia wagę wybranego negatywnego fragmentu swojego życia, nie widząc i nie doceniając wartości całokształtu. Aby jednak nie zranić zamartwiacza, nie powinno się podważać ani prawdziwości ani umniejszać rangi jego życiowych trosk. Jednym słowem nie należy go oceniać.

„Zajmij się czymś, masz za dużo wolnego czasu”

Kolejna lekceważąca rada. Nie zawsze zajęcie się czymś oznacza zaangażowanie umysłu. Można być bardzo zajętym prasowaniem czy sprzątaniem, a jednocześnie zamartwiać się na potęgę. Jest cała masa czynności, które angażują nasze ciało, ale nie umysł. Wyjątkiem jest sport, który realnie poprawia samopoczucie psychiczne. Podczas intensywnego wysiłku fizycznego wydzielają się endorfiny, które działają relaksująco. I to można właśnie zamartwiaczowi delikatnie zasugerować. Zachęcić go do aktywności fizycznej, zamiast twierdzić arbitralnie, że jego wyimaginowane problemy wynikają z lenistwa czy nieporadności.

„Musisz mniej myśleć”

Ale jak? To tak, jakby ktoś powiedział: Słuchaj, to powietrze ewidentnie Ci nie służy, musisz mniej oddychać. Nie da się myśleć mniej, można próbować zmienić swoje myślenie, ale nie można ograniczyć ilości myśli. Wyjątek stanowią praktyki medytacyjne i relaksacyjne, których efektem może być nawet stan całkowicie pozbawiony myśli (w buddyzmie ma to swoją specjalną nazwę dhjana), ale nie są one łatwe do osiągnięcia.

Umysł nieustannie przetwarza nieskończoną ilość myśli zarówno na poziomie świadomym, jak i podświadomym. W naszej głowie ciągle coś się kłębi. Możemy mieć realny wpływ na jakość naszych myśli, ale nie na ich ilość. Tak więc radzenie komuś, aby mniej myślał, może wywołać jedynie konsternację.

„Myśl pozytywnie”

Zamartwiacz ma poczucie winy, że się martwi, ale nie potrafi inaczej. Takimi komentarzami, wpędzamy go w jeszcze większe poczucie winy. Coś jest ze mną nie tak, skoro nie potrafię myśleć pozytywnie, a ci, którzy mi to doradzają najwyraźniej nie ma mają z tym problemu. Jestem do niczego. Pojawia się dodatkowo poczucie bezradności i osamotnienia. Hasło „myśl pozytywnie” może być przejawem jak najlepszych chęci ze strony doradzającego, ale efekt bywa często odwrotny do zamierzonego. U zamartwiacza wzrasta napięcie i negatywny nastrój się pogłębia.

Co więc najlepiej powiedzieć zamartwiaczowi?

Martwienie się to naprawdę poważny problem, wykażmy zatem więcej zrozumienia i taktu w rozmowach z osobami, które nadmiernie się przejmują. One przeżywają swoje troski bardzo intensywnie i głęboko. To, że nam o tym mówią, jest wołaniem o pomoc. Zastanówmy się, czy przez to, co mówimy, nie pogrążamy ich jeszcze bardziej. To osobowości wrażliwe, często neurotyczne, które łatwo jest zranić.
Zamiast powtarzać banały, prawdziwie zainteresujmy się drugim człowiekiem. Aktywnie go wysłuchajmy, starajmy się go zrozumieć, zadawajmy pytania z rodzaju neutralnych i bezpiecznych:

Czym się konkretnie martwisz?
Co czujesz?
Czy uważasz, że istnieje rozwiązanie tego problemu?
Jakie jest Twoim zdaniem wyjście z tej sytuacji?
Który ze sposobów byłby Twoim zdaniem najodpowiedniejszy?
Czy próbowałeś spojrzeć na ten problem z innej perspektywy?

W ten sposób nie oceniamy, nie bagatelizujemy, nie doradzamy (chyba, że na wyraźne życzenie zamartwiacza), ale właściwymi pytaniami naprowadzamy go, aby sam znalazł właściwe rozwiązanie. Poza tym wykazując autentyczną troskę, uwagę i życzliwość sprawimy, że zamartwiacz poczuje się lepiej.

Oczywiście nie chodzi o to, abyś był czyimś terapeutą. Zachowaj granice, jeśli ktoś nadużywa Twojej uwagi i czasu zadręczając Cię nieustannie swoimi problemami, nie możesz na to pozwolić. Kieruj się zdrowym egoizmem. Jeśli jednak osoba, która się zamartwia jest dla Ciebie ważna i masz intencję, aby jej pomóc, unikaj niewłaściwych komentarzy, wykaż się empatią, wczuj się w sytuację tej osoby, postaraj się ją zrozumieć, a przede wszystkim wysłuchaj ją uważnie i nie oceniaj. W dzisiejszych czasach, jednym z największych problemów w relacjach międzyludzkich jest to, że nikt nikogo nie słucha. Nie potrafimy poświęcić należytej uwagi nawet samym sobie, a co dopiero komuś. Ale to już temat na oddzielny wpis.

4
Dodaj komentarz

avatar
3 Wątki w komentarzach
1 Odpowiedzi na wątek
0 Obserwujący
 
Najczęściej reagowany komentarz
Najgorętszy wątek komentarza
2 Komentuj autora
Spokój DuchaPamela Autorzy ostatnich komentarzy
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
trackback

[…] Zobacz też… […]

trackback

[…] Przeczytaj też… […]

Pamela
Gość

Bardzo ciekawe podejście. Czemu? Bo wychodzi naprzeciw sztampowej motywacji, która się już przegrzała. Na grupach dużych z psychologii jest pełno cytatów pytanie czy to rozwiąże w długim okresie dany problem zamartwiacza, otóż nie! Przypomina mi to fragment artykułu o komunikatach “myśl pozytywnie”. Ja staram się nie emanować tym przesadnie próbując wesprzeć społeczność osób długo diagnozowanych na niezdiagnozowani.com. zapraszam do odwiedzin, bo myślę, że klimat zbliżony do treści spokoju ducha. Czasem ludzie potrzebują być wysłuchani w bólu, docenieni za wytrzymałość!