Nie dokładaj sobie zmartwień

Przemoc w filmach. Zamartwiaczu, uważaj, co oglądasz!

Przemoc w filmach. Uważajco obglądasz. Blog spokój ducha

Przemoc w filmach. Przeglądając program TV na wieczór, można natknąć się na tak zachęcające tytuły jak: Łowcy głów – thriller, Metro strachu – film akcji, Punisher: Strefa wojny – dramat kryminalny, Mściciel z Wall Street – film sensacyjny i wisienka na torcie – American Horror Story: Murder House 1 o godzinie 1:35 (sic!) – doskonała propozycja dla osób, które cierpią na bezsenność. Po obejrzeniu tego filmu na pewno zasną jak kamień.

Powiedz mi, co oglądasz, a powiem Ci, jaki jest stan Twojego umysłu.

Przemoc w filmach jako forma rozrywki

O ile filmy sensacyjne, wojenne, czy kryminalne chętnie oglądają głównie panowie, o tyle w thrillerach (zwłaszcza psychologicznych) i horrorach lubują się również panie.

Producenci filmowi prześcigają się w tworzeniu obrazów coraz bardziej okrutnych, przejmujących i naturalistycznych. Widz ma być absolutnie oszołomiony i zahipnotyzowany tym, co ogląda. Konkurencja jest przecież ogromna, więc trzeba przekraczać kolejne granice w ukazywaniu scen zbrodni, tortur, bijatyk i rozmaitych wynaturzeń. Wszystko ma być jak najbardziej realistyczne i jak najsilniej oddziaływać na widza.

Wychowywałam się na „przerażającym” Miasteczku Tween Peaks oraz serialach kryminalnych typu „Gliniarz i prokurator”, które w porównaniu ze współczesnymi produkcjami sensacyjno-kryminalnymi, mają tyle wspólnego co muszka owocówka z jumbo jetem.

Nie oglądam zbyt wielu filmów, ale swego czasu, zachęcona pozytywnymi recenzjami, wciągnęłam się w romans historyczno-fantastyczny pt. „Outlander”. To propozycja dla kobiet, więc tym bardziej wstrząsnął mnie poziom okrucieństwa tego serialu. Fabuła niezła, ciekawy pomysł i realizacja, ale sceny tortur i gwałtu mężczyzny na mężczyźnie ciągnącą się chyba przez cały odcinek, albo i dwa (przewinęłam z niedowierzaniem) sprawił, że zwątpiłam w dzisiejszą kinematografię. Oczywiście wiem, że to adaptacja cyklu powieści Diany Gabaldon i to w sumie do niej mogłabym mieć pretensje. Mimo wszystko, uważam jednak, że coś poszło nie tak. Filmy tego typu powinny dostarczać przede wszystkim rozrywki, a zaczynają coraz bardziej niebezpiecznie mieszać w głowach i wzbudzać nieprzyjemne stany emocjonalne. Byłam wstrząśnięta postępującym z odcinka na odcinek stopniem brutalności w serialu i zrezygnowałam z dalszego oglądania. Co gorsza, długo nie mogłam się pozbyć szokujących obrazów z myśli, powracały do mnie jak bumerang.

Oczywiście, ktoś może powiedzieć, a po cóż ty, głupia kobieto, to oglądałaś. Jest przecież kino alternatywne, ambitne, niezależne. Są filmy przyrodnicze z kojącym głosem Krystyny Czubówny, programy rozrywkowe „Must be the music” i „Piekielna kuchnia”. No i są komedie romantyczne z Jeniffer Lopez czy Adamem Sandlerem. Dla każdego, coś dobrego.

Zgoda, ale coraz częściej i łatwiej można się natknąć na głęboko niepokojące obrazy, tam gdzie człowiek ich się nie spodziewa, albo jest porażony ich intensywnością i realizmem. O ile od thrilleru nie oczekuję atmosfery sielskości, o tyle odnoszę wrażenie, że okrucieństwo pokonało barierę gatunku filmowego, zatacza coraz szersze kręgi i sięga coraz głębiej do naszej podświadomości.

Jak jest w Twoim przypadku?

Miałeś ciężki dzień…w pracy znowu się czepiają i oczekują od Ciebie niemożliwego. Wracasz komunikacją miejską, zmęczony i zestresowany. W środku panuje ścisk i nieznośny zaduch. Są godziny szczytu. Wokół Ciebie ludzie, którzy tak samo jak Ty mają dość. Napięcie wisi w powietrzu jak gęsta mgła. Niechby ktoś spróbował kogoś przez przypadek nadepnąć, albo szturchnąć i awantura gotowa. Ale nie, w tramwaju/autobusie/metrze (niepotrzebne skreślić) z każdym kolejnym przystankiem robi się coraz luźniej, oddychasz z ulgą, już zaraz będziesz w domu.

I jak najczęściej wygląda Twoja regeneracja po takim ciężkim dniu? Szczerze? Siebie nie oszukasz. Czy nie jest przypadkiem tak, że wracasz, zjesz coś, pogadasz z domownikami i zasiadasz przed telewizorem lub laptopem? I zaczynasz skakać po kanałach?

Tutaj Statham znowu kogoś tłucze tak, że aż krew tryska razem z zębami, tam piękna pani komisarz rozwikłuje kolejną zagadkę kryminalną oglądając z obojętnością zwłoki w znacznym stopniu rozkładu (czego kamera nie omieszka pokazać ze szczegółami), jeszcze dalej film science-fiction ze stworami tak oślizgłymi i obrzydliwymi, że zaczyna Ci się odbijać dopiero co zjedzona kolacja.

– Nie ma co oglądać – mruczysz do siebie z niezadowoleniem. – Ach są jeszcze serwisy informacyjne! Przecież trzeba wiedzieć co się dzieje w kraju i na świecie. I po chwili jesteś już na bieżąco z tym, że kolejne kilkumiesięczne niemowlę wylądowało w szpitalu skatowane przez ojczyma, a to, że kolejny kierowca wjechał pod pociąg na niestrzeżonym przejeździe kolejowym, a to, że kolejny wybuch gazu zabił kilka osób, ze szczególnym uwzględnieniem dzieci i ich wieku, żebyś wiedział.

Nawet czytając powyższy opis robi Ci się nieprzyjemnie, prawda? A co dopiero, jeśli coś podobnego oglądasz i to regularnie, co wieczór?

Podświadomość kocha obrazy

Może Ci się wydawać, że to nic takiego, to tylko gra aktorska i efekty specjalne. Albo to tylko wiadomości, jednym uchem wpuszczasz, a drugim wypuszczasz. Niestety, sprawa wygląda o wiele poważniej.

To są obrazy, którymi raczysz swoją podświadomość. Codziennie.

Wszystko to, co widzisz, wywołuje określone stany psychiczne i idzie wprost do Twojej głowy. Filmy akcji czy grozy przekładają się na Twoje życie pełne akcji (pośpiech, nerwy, stres) i grozy (odczuwanie niepokoju). Życie codzienne jest wystarczająco stresujące, a oglądanie fikcyjnego stresu wzmaga dodatkowo Twoje napięcie. Wprowadzając wysoce negatywne obrazy do swojego umysłu, nie dziw się potem, że jesteś rozchwiany, nerwowy, zmartwiony czy smutny. Szybkość akcji, migające obrazy, pobudzające efekty specjalne, niepokojąca muzyka, śmierć, krew, groza, strach, przemoc – wszystko to sprawia, że czujesz się tak, jakbyś był na wojnie. Przynajmniej na poziomie podświadomości. Umysł podświadomy jest jak kilkuletnie dziecko, uwielbia przekaz obrazkowy. Taka forma komunikacji trafia do niego najbardziej (stąd m.in. olbrzymia wartość wizualizacji). Dlatego tak ważne jest, abyś zacząć przywiązywać większą wagę do tego, na co kierujesz swój szlachetny wzrok.

Przemoc w filmach. Co możesz zrobić?

Przede wszystkim, musisz zdać sobie sprawę z rangi problemu. To, że jesteś zamartwiaczem nie musi wynikać tylko i wyłącznie z Twoich predyspozycji psychologicznych czy słabości charakteru. Może być następstwem kreowanej przez media, film i kino psychozy strachu. Masz się bać, permanentnie.

Zauważ, że ludzie żyli kiedyś w o wiele mniej sprzyjających warunkach niż obecnie. Epidemie, wojny, głód, brak higieny i opieki medycznej, wszystko to powodowało wysoką śmiertelność, że o cierpieniu nie wspomnę. Mieli jednak nad nami jedną, zasadniczą przewagę – nie wiedzieli o większości nieszczęść na świecie i dzięki temu byli zdrowsi psychicznie. Wieści z daleka dochodziły do ich uszu bardzo okrojone i z dużym opóźnieniem, a najczęściej w ogóle. Liczyło się tylko ich własne podwórko.

Tak może być i z Tobą. Może się okazać, że wyeliminowanie lub znaczne ograniczenie dostępu do zbrutalizowanego wycinka rzeczywistości prezentowanego przez środki masowego przekazu, poprawi jakość Twojego życia i sprawi, że będziesz się mniej martwił. Warto zrobić eksperyment i odstawić treści pełne przemocy na rzecz silnie pozytywnych, przyjemnych i kojących obrazów. Przynajmniej na jakiś czas. Efekt może przejść Twoje najśmielsze oczekiwania. Parafrazując: czego oczy nie widzą, tego serce się nie lęka.

Wskazówki:

  1. Starannie wybieraj filmy, którymi chcesz uprzyjemnić sobie czas. Nie skacz po kanałach, w nadziei, że trafisz na coś odpowiedniego. Zrób wcześniej listę ciekawych produkcji o pozytywnym przekazie, pozbawionym przemocy i skrajnych emocji. Ściągnij wybrane filmy, miej je w gotowości. Sięgnij też po starsze filmy sprzed 20, 30 lat i więcej. One są mniej niepokojące, a niektóre są naprawdę dobre.
  2. Wprowadź dietę informacyjną – wybierz jeden/dwa ulubione i profesjonalne serwisy informacyjne, które przekazują najważniejsze informacje, a nie żerują na ludzkich emocjach i sprawy obiektywnie istotne przeplatają z migawkami kryminalno-brukowymi. Naprawdę nie musisz znać bilansu wszystkich najtragiczniejszych wypadków, zabójstw, przemocy wobec dzieci czy zwierząt. Pamiętam, że kiedyś nie do pomyślenia było, żeby w wiadomościach regularnie podawano informacje rodem z kroniki kryminalnej. Był program 997 z Fajbusiewiczem specjalnie do tego celu przeznaczony. I był w godzinach nocnych. Teraz nawet małe dziecko wie, kto kogo zabił, gdzie i w jaki sposób, bo te informacje są wałkowane od rana do wieczora niemal wszędzie.
  3. Sprawdzaj wybrany serwis informacyjny np. raz na kilka dni. Nie przejmuj się tym, że jesteś niedoinformowany: jeśli stanie się na świecie coś istotnego np. wybuch Yellowstone, zamach na Putina, choroba Trumpa czy wybuch globalnej epidemii czy III Wojny Światowej, na pewno się o tym dowiesz. Nie musisz śledzić wiadomości co godzinę. Nie pracujesz ani dla Reutersa, ani dla PAP-u.
  4. Wyłączaj tv i sieć po 20:00. Powoli się wyciszaj i przygotowuj mentalnie do snu. Musisz wypocząć i zregenerować swoje siły. Jutro kolejny dzień pracy, być może znów nie będzie należał do najłatwiejszych, ale przynajmniej Ty będziesz wypoczęty i zresetowany, aby stawić mu czoła.
  5. Wynieś tv z sypialni! Wiele osób wciąż zasypia z włączonym telewizorem. Błąd nad błędami.
  6. Oglądaj komedie w każdej ilości i postaci, kabarety, stand up showy, śmieszne filmiki ze zwierzętami, wszystko to, co nastraja Cię optymistycznie.

Sam więc widzisz, że masz realny wpływ na to, jakie obrazy przekazujesz do swojej podświadomości. Możesz zalewać ją wizualnym fast-foodem w dodatku szkodliwym i niebezpiecznym albo wyselekcjonować obrazy napawające radością, nadzieją i optymizmem, których w codziennym życiu wciąż mamy za mało, a które są niezbędne dla zachowania równowagi psychicznej.

Zobacz też…

Polub nasz fanpage….

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o