Nie dokładaj sobie zmartwień

Martwię się, że stracę pracę. CZĘŚĆ I

Martwię się, że stracę pracę. Spokój Ducha

Martwię się, że stracę pracę. Jedno z najważniejszych, najpoważniejszych i najczęstszych zmartwień z kategorii uniwersalnych to obawa o pracę. Widmo utraty pracy nie zna granic, jest wspólne dla całej ogólnoświatowej klasy pracującej, bez względu na kraj, pochodzenie, pozycję zawodową czy rodzaj wykonywanej pracy. Nie ma znaczenia, czy jesteś zatrudniony w wielkiej korporacji, w małej firmie czy pracujesz na własny rachunek. Jest prawie pewne, że to zmartwienie albo było, albo jest albo będzie Twoim udziałem, wcześniej czy później. Zwłaszcza w tak niepewnych czasach, jak obecnie.

Martwienie się to modlitwa o to, czego nie chcesz. (Doreen Virtue)

Zygmunt Bauman, aby opisać rzeczywistość XXI wieku, wprowadził bardzo trafne pojęcie – płynnej nowoczesności. Żyjemy w czasach, w których nie ma nic stałego. Wszystko się zmienia, tak jak woda, która płynie wartkim nurtem i porywa nas ze sobą, a jej biegu nikt nie jest w stanie przewidzieć. Pewna jest tylko jedna rzecz – niepewność. I ta niepewność napawa lękiem. Zwłaszcza jeśli chodzi o źródło utrzymania. Z czegoś przecież trzeba żyć.

Martwię się, że stracę pracę. Do czego realnie prowadzi przejmowanie się ewentualnym zwolnieniem?

Wszystko zależy oczywiście od intensywności i częstotliwości Twojego myślenia na ten temat. Jeśli nadmiernie się przejmujesz, możesz sam, zupełnie nieświadomie, doprowadzić do powstania szeregu czynników, które mogą to zwolnienie spowodować. Ciągły strach przed utratą pracy działa jak samo spełniająca się przepowiednia. To jest właśnie „modlitwa o to, czego nie chcesz”. I nie chodzi tutaj o żadne przesądy, ale o logiczne następstwa określonych zachowań.

Martwienie się o pracę prowadzi do:

  • do osłabienia psychicznego i fizycznego. W praktyce powoduje to słabszy układ immunologiczny, częstsze przeziębienia, a co za tym idzie więcej dni spędzonych na L4, czego konsekwencją może być postrzeganie Ciebie jako pracownika, który zbyt często choruje i na którym nie można polegać. Z tego powodu możesz przesunąć się do przodu w kolejce do ewentualnego zwolnienia.
  • do roztargnienia, braku koncentracji, braku motywacji. Jeśli się zamartwiasz, pracujesz mniej efektywnie, jesteś mniej uważny, rozkojarzony, schematyczny, jednym słowem, stajesz się gorszym pracownikiem. Wychodzisz z założenia, że skoro i tak pewnie zostaniesz zwolniony, nie warto się starać. Twój brak zaangażowania może być podstawą do wypowiedzenia Ci umowy o pracę.
  • do zmniejszenia się pewności siebie, co może prowadzić z kolei do popełniania przez Ciebie wielu błędów. Powstaje błędne koło: boisz się, że Cię zwolnią, więc podświadomie kreujesz sytuacje, które potwierdzają Twój brak kompetencji
  • do nadmiernego napięcia, nerwowości, które mogą spowodować konflikty i niewspółmierne reakcje defensywne. Możesz stać się „najeżony”, co nie poprawi Twojego wizerunku ani w oczach Twojego szefa, ani współpracowników i możesz być postrzegany jako osoba, z którą ciężko się pracuje
  • do większej podatności na manipulację. Nie oszukujmy się, obecne metody zarządzania zasobami ludzkimi, zwłaszcza w przypadku wielkich korporacji, to skomplikowane, mniej lub bardziej wysublimowane , ale niewątpliwie skuteczne metody wywierania nacisku. Od lat pracują nad nimi rzesze najlepszych specjalistów z zakresu psychosocjologii opierając się na niezliczonych badaniach i eksperymentach. Jesteś manipulowany czy Ci się to podoba, czy nie. Tworzenie psychozy strachu poprzez umiejętne wykorzystywanie rozmaitych narzędzi do tresury pracowników tj. system ocen, samokrytyki, plany naprawcze, żonglowanie premiami i umowami o pracę, wszystko to wpływa na Twoją psychikę i sprawia, że tracisz dystans. Nie wiesz dlaczego, ale nagle wizja utraty pracy zaczyna Ci się kojarzyć niemal z utratą życia. Im bardziej się boisz, zamartwiasz, tym skuteczniejsze okazują się być w Twoim przypadku narzędzia socjotechnicznej manipulacji. Jeśli tak jest w Twoim przypadku, pomyśl:

Martwię się, że stracę pracę. Przecież radziłeś sobie przed podjęciem pracy w obecnej firmie . Skoro tak, poradzisz sobie również po jej zakończeniu. Cokolwiek się stanie, poradzisz sobie.

Drugi raz nie popełniaj tych samych błędów.

Zastanów się, czy sam nieświadomie, nie jesteś częściowo odpowiedzialny za zaistniałą sytuację? Może w obecnej pracy zbyt wiele mówiłeś o sobie, za bardzo się odkryłeś, przez co stałeś się bardziej podatny na manipulacje? Pamiętaj, że nawet jeśli Cię zwolnią i pójdziesz do nowej pracy, nie popełniaj tego samego błędu, a mianowicie nigdy nie opowiadaj o swojej sytuacji materialnej: o kredytach, zobowiązaniach, oszczędnościach, zarobkach współmałżonka.

Nawet jeśli atmosfera w firmie wydaje się być przyjacielska i skłania do zwierzeń, miej się na baczności. Możesz być pewien, że te informacje wcześniej czy później, tą czy inną drogą, dotrą do uszu Twojego szefa, który dzięki temu, będzie wiedział jak z Tobą postępować:

  •  za ile może Cię kupić (czy dać Ci podwyżkę, czy zaproponować premię, czy przedłużyć umowę na rok, czy może zaproponować czas nieokreślony etc.)
  • na ile może Cię „cisnąć” (czy obarczać Cię kolejnymi projektami, bo i tak masz kredyt we frankach i w sumie nie masz wyjścia, nie postawisz się, bo jesteś zdesperowany)

Pamiętaj, jeśli Twoja sytuacja materialna jest kiepska, masz sporo zobowiązań, jesteś bardziej podatny na naciski. A jeśli dodatkowo o tym rozpowiadasz, sam dajesz swoim przełożonym bat do ręki. Zdumiewające jest jak wiele osób beztrosko opowiada w pracy o swojej sytuacji finansowej, czyli przekazuje dane wrażliwe o sobie.

Uważaj zwłaszcza na tzw. „imprezy integracyjne”. Podczas tego typu spotkań, w pozornie luźnej atmosferze nierzadko zakrapianej alkoholem, łatwiej o pozyskanie informacji o Twojej sytuacji finansowej, rodzinnej, a często także o kondycji psychicznej.

Nie chodzi o to, żebyś był wrogo nastawiony do innych i wszędzie upatrywał szpiega, ale na wszelki wypadek, wstrzymaj się od mówienia o prywatnych sprawach. Dla własnego dobra.

Martwię się, że stracę pracę. Pieniądze nie są warte utraty zdrowia

To niby banał, ale zatrważające jest to, jak wiele osób wciąż tkwi w znienawidzonych miejscach pracy, wypruwa sobie żyły, każdego dnia niszczy swoje zdrowie psychiczne i fizyczne z jednego zasadniczego powodu: bo dobrze płacą.

Zapewne możesz mieć pracę spokojniejszą, mniej stresującą, z mniejszą odpowiedzialnością, ale również mniej płatną. Zarabiając więcej, stać Cię na więcej, ale kosztem nie tylko zdrowia, ale i często poczucia własnej wartości. Ty powinieneś odpowiedzieć sobie na pytanie: czy warto nabawić się wrzodów żołądka, nerwicy, zawału, udaru, nadciśnienia, a nade wszystko pozwolić zdeptać swoje poczucie godności, tylko dlatego, że dobrze płacą? Zwłaszcza jeśli traktują Cię w taki sposób, że rano nie chce Ci się wstać z łóżka?

Jeśli chcesz żyć jak król, nie pozwalaj się traktować jak niewolnik!

Jeżeli w pracy czujesz się zmanipulowany, zestresowany, zastraszony i wciąż wisi nad Tobą groźba zwolnienia – musisz zacząć działać. W przeciwnym wypadku, albo się rozchorujesz, albo sam się zwolnisz, albo podświadomym zachowaniem doprowadzisz do swojego zwolnienia. Przede wszystkim musisz przywrócić poczucie własnej wartości i szacunku do samego siebie. Bez tego, ani rusz.

Po drugie zastanów się czy nie przywiązujesz zbyt wielkiej wagi do rzeczy materialnych. Może wcale nie potrzebujesz tych wszystkich przedmiotów, gadżetów, ubrań, zagranicznych wyjazdów, wypadów do restauracji etc., które okupiłeś tak drogo – ceną swojej własnej godności?

Zmniejszając pułap oczekiwań finansowych, możesz paradoksalnie zwiększyć swój poziom godności. Dlaczego? Bo na mniej płatnej pracy, nie będzie Ci aż tak zależeć i w związku z tym, nie pozwolisz się źle traktować, ani wykorzystywać. „Jeśli się boisz już jesteś niewolnikiem” jak brzmiał swego czasu spot wyborczy jednego z kandydatów na prezydenta.

Musisz zadbać o swoją godność – jeśli sam siebie nie uszanujesz, nie uszanują Cię również inni. Jeśli godzisz się na pewne zachowania względem siebie i nie reagujesz, bo się boisz, że „podpadniesz”, inni pomyślą, że tak można i dołożą Ci jeszcze więcej. Musisz umieć powiedzieć stop, nie zgadzam się na to. Twój sprzeciw wcale nie musi oznaczać, że Cię od razu zwolnią. Wręcz przeciwnie, zaczną się z Tobą bardziej liczyć i Cię szanować.

Również zgromadzenie pewnych środków finansowych, oszczędności może spowodować, że przestaniesz się aż tak bardzo przejmować zwolnieniem. Ten temat zostanie rozwinięty za tydzień, w II części wpisu, do której przeczytania serdecznie Cię zachęcam.

Podsumowując, z dużym prawdopodobieństwem jesteś regularnie poddawany złożonym technikom manipulacyjnym, które mają za wszelką cenę doprowadzić Cię do uległości i posłusznego wykonywania wyznaczonych zadań. Większość z tych metod opiera się na umiejętnym budowaniu poczucia lęku, który w konsekwencji powoduje to, że się martwisz.  Z kolei, martwiąc się ewentualnym zwolnieniem, możesz doprowadzić do podświadomego stworzenia takich warunków i okoliczności, które mogą do tego zwolnienia doprowadzić. Błędne koło zmartwień i lęku zamyka się. W kolejnych częściach wpisu „Martwię się, że stracę pracę”, dowiesz się, jak się z niego wydostać.

Przeczytaj też….

Zajrzyj tutaj….

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Wątki w komentarzach
0 Odpowiedzi na wątek
0 Obserwujący
 
Najczęściej reagowany komentarz
Najgorętszy wątek komentarza
1 Komentuj autora
MamaPatrzy Autorzy ostatnich komentarzy
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
MamaPatrzy
Gość

mój partner przez pół roku martwił się ze straci prace po okresie próbnym, nerwicy sie nabawił a niepotrzbnie bo dostał umowe na kolejny rok