Nie dokładaj sobie zmartwień

Martwienie się na zapas – podejście ewolucyjne

martwienie się na zapas

Dlaczego martwimy się na zapas? – podejście ewolucyjne

Skąd wzięła się skłonność do martwienia się na zapas? – odpowiedź na to pytanie jest o tyle istotna, że poprzez poznanie genezy pewnych procesów psychicznych z punktu widzenia ewolucji możesz zacząć je skutecznie kontrolować. Zasada jest prosta: nieznajomość skutkuje brakiem poczucia kontroli, a poznanie prowadzi do przywrócenia poczucia kontroli. A Ty chcesz kontrolować swoje myślenie na tyle, aby przestać wreszcie zamartwiać się przyszłością, prawda? Dobrze było by więc dowiedzieć się, co wpłynęło w toku ewolucji na obarczenie istoty ludzkiej tak ciężkim jarzmem jakim jest skłonność do nadmiernego przejmowania się.

Martwienie się na zapas to wytwór mózgu z epoki lodowcowej

Tak twierdzi nie byle kto, bo jeden z najważniejszych autorytetów z dziedziny nowoczesnej psychologii, twórca psychologii pozytywnej profesor Martin Seligman. Wysunął on tezę że na naszą psychikę ogromny wpływ miało ostatnie 100 tysięcy lat plejstocenu, który obfitował w drastyczne wahania klimatyczne. Skutkowało to licznymi katastrofami naturalnymi. Po okresach siarczystych mrozów następowały fale zabójczych upałów, po okresach suszy – powodzie. Nasi plejstoceńscy przodkowie mieli ekstremalnie ciężkie warunki do przeżycia. Nic więc dziwnego, że aby przetrwać musieli wytworzyć mechanizmy obronne w postaci głębokiego pesymizmu. Nie pozwalał on im nawet na chwilę zapomnieć o nieustannie grożących niebezpieczeństwach, na które mogli się zawczasu przygotować.

„Tym z naszych przodków, którzy przetrwali plejstocen, udało się to być może dzięki temu, że potrafili się bez przerwy martwić o przyszłość, że traktowali słoneczne dni jako zapowiedź surowej zimy. Odziedziczyliśmy po nich mózg, a razem z nim skłonność do dostrzegania raczej chmury niż prześwitującego zza niej słońca.”
(“Optymizmu można się nauczyć” Martin Seligman)

Zagrożenie minęło, a martwiący się umysł pozostał

Mózg człowieka z epoki lodowcowej prawidłowo oceniał zagrożenia z tamtego okresu, natomiast nie przystosował się jeszcze do całkiem znośnych warunków życia panujących w obecnej rzeczywistości. Ewolucja form życia to bardzo długi proces, a warunki bytowe zmieniają się na lepsze ze stulecia na stulecie, a nawet z dekady na dekadę. W ostatnich kilku dziesięcioleciach poprawiły się one diametralnie. Nie musimy się już obawiać na każdym kroku o śmierć na masową skalę z powodu głodu, suszy, powodzi, czy innych kataklizmów. Współczesność również niesie ze sobą rozmaite niebezpieczeństwa, ale nie takiego kalibru, na jakie napotykał człowiek jeszcze 100, 500 czy 1000 lat temu, a tym bardziej człowiek pierwotny. Mimo to nadal pojawiają się w naszej głowie natrętne pesymistyczne myśli o porażce, niepowodzeniu, śmierci, chorobie, bezradności, niebezpieczeństwie czy tragedii.

Martwienie się a rozsądne szacowanie ryzyka

Nie chodzi o to, żebyś żył oderwany od rzeczywistości, ani żebyś ignorował zagrożenia charakterystyczne dla naszych czasów. Chodzi o to, abyś zrozumiał, że masz znacznie więcej obiektywnych powodów do optymizmu i nadziei, niż na to wskazuje Twój ukształtowany wiele tysięcy lat temu mózg. Najważniejsza jest realna ocena sytuacji, a nadmierne przejmowanie się to popadanie w skrajność jakim jest pesymizm. Jeśli nie chcesz lub nie potrafisz być optymistą, bądź przynajmniej realistą. A realista nie martwi się na zapas, tylko mądrze szacuje ryzyko i stara się go uniknąć lub zniwelować jego skutki, jeśli oczywiście ma na to wpływ. Realista wie, że martwienie się na zapas jest bezsensowne.

Miałem w swoim życiu wiele problemów. Większość z nich, nigdy się nie wydarzyła

Należy pamiętać o tym, że warunki mogą się zmienić również na niekorzyść. Może się zdarzyć, że naszą planetę nawiedzi druzgocący kataklizm w postaci wojny, epidemii, wybuchu wulkanu czy uderzenia asteroidy. Na to nie mamy jednak wpływu, więc martwienie się tym, co będzie, ani nas nie uratuje, ani nie spowoduje, że to co ma się stać, się nie stanie. A ciągłe wyglądanie na nieszczęście skutkuje jedynie dramatycznym pogorszeniem jakości życia, ma realny wpływ na nasze zdrowie, a przede wszystkim blokuje nasz rozwój osobisty, zawodowy, intelektualny czy duchowy. Wszystko to, co stanowi istotę naszego życia. Nie chodzi przecież o czysto biologiczne przetrwanie, ale o to, żeby naszemu istnieniu tu na ziemi nadać głębszy sens.

Manipulowanie myśleniem

Według jednej z definicji, myślenie jest procesem polegającym na manipulacji wiedzą w ludzkim systemie poznawczym. Myślenie właściwe to manipulowanie wiedzą na swoją korzyść, a niewłaściwe, czyli zamartwianie się to manipulowanie na niekorzyść. Tylko od Ciebie zależy, który wariant myślowy wybierzesz. Nie jesteś człowiekiem pierwotnym, który kierował się często zwierzęcym, prymitywnym instynktem przetrwania. Jesteś człowiekiem świadomym, wykształconym, wolnym, masz nieograniczony dostęp do wiedzy i nieskończone możliwości rozwoju. Nie pozwól, aby ewolucyjne zaszłości stanęły na drodze do Twojego szczęścia i spokoju ducha. Martwienie się na zapas naprawdę nie jest konieczne.

Pamiętaj, zawsze wtedy,gdy przyłapiesz się na martwieniu się na zapas, pomyśl że to nie Ty się martwisz, tylko Twój plejstoceński mózg. Najlepiej potraktować go po prostu jako relikt epoki lodowcowej.

Zobacz też….

 

6
Dodaj komentarz

avatar
4 Wątki w komentarzach
2 Odpowiedzi na wątek
1 Obserwujący
 
Najczęściej reagowany komentarz
Najgorętszy wątek komentarza
2 Komentuj autora
JustynaSpokój Ducha Autorzy ostatnich komentarzy
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
trackback

[…] Zobacz też … […]

Justyna
Gość

Czyli jednak mamy naturalne skłonności do zamartwiania się… a będąc Polakiem to i do narzekania czyli dramtyczne połączenie 😉 Ale na poważnie to coś jest w powiedzeniu, że tęcza Polaka zbudowana jest z różnych odcieni szarości. Tylko właśnie można nauczyć się bycia optymistą i to jest w tym wszystkim pocieszjące, więc czasem trzeba jedynie chcieć.

trackback

[…] artykule Martwienie się na zapas opisałam teorię, według której pesymizm jest pozostałością po naszych plejstoceńskich […]

trackback

[…] się… Ludzie borykali się z tym problemem już od zarania dziejów. Pamiętacie naszych plejstoceńskich przodków, którzy martwili się topniejącymi lodowcami? Martwili się też starożytni Grecy, Hindusi, Tybetańczycy, Japończycy, a nawet Indianie. Skąd […]