Narzędziownik zamartwiacza

10 sposobów jak natychmiast poprawić samopoczucie cz.1

jak poprawić samopoczucie

Jak poprawić samopoczucie, kiedy się czymś martwimy? Martwiąc się tkwimy w stanie apatii, bezsilności i przygnębienia. Czasem świadomie chcemy pozostać w tym nastroju i trochę się nad sobą pożalić.  Najczęściej jednak wolelibyśmy się jak najszybciej wyrwać ze szponów zmartwień, ale brakuje nam sensownych pomysłów i motywacji, aby to zrobić. Cały szkopuł tkwi w tym, żeby były to czynności, które przyniosą NATYCHMIASTOWY EFEKT i będą proste w realizacji. Świadomość, że coś jest proste i skuteczne daje bowiem tak potrzebną motywację. Oto pierwsza dziesiątka prostych propozycji, która pozwoli Ci natychmiast poprawić samopoczucie. A jak wiadomo, proste sposoby bywają najlepsze.

 

10 sposobów na natychmiastową poprawę samopoczucia:

 

  1. Niech po Tobie spłynie…

Umyj głowę, po prostu. Martwiąc się często mówimy, że mamy za dużo na głowie, głowa nam pęka od tego wszystkiego, mamy czegoś powyżej uszu. Wyobraźmy sobie, że woda oczyszcza naszą głowę, umysł, zmywa nasze zmartwienia i negatywne myśli, które trafiają tam, gdzie ich miejsce – do ścieków. Wizualizujmy tą prostą czynność higieniczną jako umysłowe oczyszczenie. Im bardziej plastycznie to sobie wyobrazimy, tym lepszy efekt uzyskamy. Możemy użyć do mycia chłodniejszej wody niż zazwyczaj, aby dodatkowo uzyskać uczucie rześkości. O osobach, które się niczym nie przejmują, mówi się, że wszystko po nich spływa. I niech po Tobie to wszystko spłynie wraz z wodą.

Poza tym, w stanie przygnębienia i apatii często zaniedbujemy swój wygląd. Świeżo umyte włosy podniosą atrakcyjność i pewność siebie, a co najważniejsze uda Ci się w prosty sposób poprawić samopoczucie.

 

  1. Pozwól się zarazić optymizmem

Zadzwoń do najbardziej optymistycznej osoby jaką znasz. Aby nie stało się odwrotnie i abyś to Ty nie zepsuł jej nastroju, postaraj się dostroić do płynących od niej pozytywnych wibracji. Staraj się maksymalnie skupić na tej osobie. Zapomnij na chwilę o sobie i swoich problemach, mów jak najmniej o swoich sprawach, a przede wszystkim posłuchaj co ta optymistyczna osoba ma do powiedzenia. Od samego początku rozmowy chłoń jej głos, ciepło, dobre słowa. Wyobrażaj sobie jej twarz, uśmiech. Ciesz się tą rozmową, wyciśnij z niej tyle pozytywnej energii, ile zdołasz.

 

  1. Napełnij Pudełko Szczęścia

Wybierz ładny pojemnik, który akurat masz pod ręką. Nie odkładaj tego na później, np. aż coś kupisz, bo ten moment może nigdy nie nadejść. Poszukaj czegoś odpowiedniego wśród rzeczy, które już posiadasz. Może to być ozdobne pudełko po prezencie, ładny słoik kuchenny, puszka po herbacie, szkatułka czy koszyczek wiklinowy. Zacznij od razu zapełniać Pudełko Szczęścia.

Zapisz na małych karteczkach wszystko to, co Ci przyjdzie na myśl – wydarzenia, chwile, osoby, rzeczy, miejsca, doświadczenia, które kiedykolwiek sprawiły, że czułeś się szczęśliwy. Wrzuć przynajmniej 10 takich karteczek. Za każdym razem, kiedy się martwisz, dokładaj kolejne 10 karteczek. Możesz też dokładać po jednej karteczce każdego wieczora. Po jakimś czasie, zacznij losowo wyciągać karteczki ze słoika. Natychmiastową poprawę nastroju gwarantuje zarówno tworzenie zawartości pudełka, jak i jej odczytywanie.

Możesz stworzyć Pudełko pięknych chwil, Koszyczek sukcesów, Szkatułkę wdzięczności, Woreczek komplementów. Ograniczeniem jest tylko Twoja wyobraźnia.

 

  1. Zrób sobie przerwę w martwieniu się

Spróbuj zająć się czymś z uwagą i nie martwić się przez najbliższą godzinę. Zastanów się co byś robił, jakbyś się czuł, co byś myślał, gdyby problem, z którym się aktualnie borykasz nagle przestał istnieć. Następnie przez następną godzinę rób dokładnie to, o czym wcześniej pomyślałeś. Wyjdź z domu, spotkaj się z kimś, idź na zakupy, zrób pyszny obiad, pobiegaj, posłuchaj muzyki, potańcz etc. Jeśli po godzinie nie polepszy Ci się nastrój, możesz bez wyrzutów sumienia powrócić do dalszego zamartwiania się ze świadomością, że przynajmniej spróbowałeś. Z dużym prawdopodobieństwem jednak taka przerwa w martwieniu się przedłuży się, a może nawet przełoży się na pozostałą część dnia.

 

  1. …lub wręcz odwrotnie – spróbuj pogorszyć sytuację

Bohaterka „Pożegnania z Afryką” w ciężkich chwilach celowo jeszcze bardziej się dołowała:

„Ostatnio nauczyłam się czegoś nowego. Kiedy robi się bardzo źle, tak że nie daję już rady, próbuję pogorszyć sytuację. Myślę wtedy o naszym obozie nad rzeką, o Berkeley’u i o naszym pierwszym locie. Kiedy już wiem, że nie mogę tego znieść, przeciągam cierpienie jeszcze chwilę. Wtedy już wiem, że zniosę wszystko.”

Wzmocnienie i przetrzymanie uczucia lęku, straty, cierpienia, choć wydaje się być ekstremalnym doświadczeniem, może się okazać oczyszczające. Ta technika może doprowadzić Cię do łez, ale płacz ja wiadomo często działa jak wentyl bezpieczeństwa. Może warto z niego skorzystać i porządnie się wypłakać? Czasami bywa tak, że kiedy dotknie się emocjonalnego dna, jedyne co można zrobić to się od niego odbić.

 

  1. Zjedz tę żabę

Mało kto, zdaje sobie sprawę z tego, że martwienie się i prokrastynacja są ze sobą ściśle powiązane. Zamartwiając się tracimy siłę i motywację do działania, co powoduje, że odkładamy rzeczy do zrobienia na później. Im dłużej i intensywniej się martwimy, tym bardziej wydłuża się lista niezałatwionych spraw. To z kolei pogłębia nasz negatywny nastrój i poczucie bezradności sprawiając, że jeszcze bardziej się martwimy. I tak błędne koło się zamyka.

Określenie “zjeść żabę” pochodzi od słów Marka Twaina, który powiedział „Zjedz żywą żabę każdego ranka, a w ciągu całego dnia nic gorszego cię już nie spotka.” Brain Tracy rozwinął to określenie w metodzie zwiększania produktywności, która polega na wykonaniu męczącego zadania lub zakończeniu trudnego tematu bez odkładania tego na później. 

Zastanów się nad jedną sprawą, którą powinieneś się zająć w pierwszej kolejności, ale ze względu na swój stan, nie jesteś w stanie tego zrobić. Dosłownie czujesz się jakbyś miał połknąć żabę. Następnie zmuś się, skup całą swoją uwagę, wysiłek i energię na tej właśnie sprawie, tak jakby od niej miało zależeć całe Twoje życie i zrób wszystko, żeby ją załatwić. Poczucie dumy i mocy po zakończonym zadaniu będzie niesamowite i natychmiast polepszy Twoje samopoczucie.

 

  1. Przypomnij sobie o finale minionych zmartwień

Z całą pewnością miałeś w życiu niejedno zmartwienie. Przypomnij sobie te, które ostatnio zaprzątały Twoją głowę. Przeanalizuj nawet te, które teraz wydają Ci się błahe. Przyporządkuj po jedno zmartwienie z przeszłości do każdej z poszczególnych grup.

Problem, który:

  1. w ogóle nie nastąpił
  2. udało Ci się rozwiązać
  3. rozwiązał się sam
  4. wyolbrzymiłeś, a który okazał się błahy i mało istotny
  5. którym przestałeś się przejmować, bo pojawiło się inne, ważniejsze zmartwienie

Zastanów się do której kategorii najprawdopodobniej zaliczysz za jakiś czas, problem, którym się aktualnie przejmujesz?

 

  1. Jeśli nie możesz pomóc sobie, pomóż komuś innemu

Pamiętaj, że pomagając innym, paradoksalnie pomagasz przede wszystkim sobie.

  • Najprostsze co możesz zrobić, to wpłacić dowolną kwotę na wybrany cel charytatywny. Samo jednak zapoznanie się z problemami, z jakimi borykają się inni ludzie, zwłaszcza chore dzieci, może zadziałać na Ciebie oczyszczająco i pozwoli Ci zmienić perspektywę w myśl słów: „Martwiłem się, że nie mam butów, dopóki nie spotkałem na ulicy człowieka, który nie miał nóg.”
  • Poświęć komuś swój czas. Zadzwoń do kogoś bliskiego, przyjaciela, znajomego, który ma problem (lub czuje się samotny) i wiesz, że chciałby zostać wysłuchany. Skupienie się na problemach innych, pomoże Ci nabrać dystansu do własnych zmartwień, a dodatkowo może uda Ci się komuś pomóc. Jeśli nie możesz pomóc sobie, pomóż komuś innemu, a od razu poczujesz się lepiej.
  • Zadzwoń do najbliższego domu noclegowego, Domu Samotnej Matki, Domu Seniora czy innej placówki tego typu i zapytaj czy czegoś nie potrzebują lub w jaki sposób mógłbyś pomóc?

 

9. Pozwól sobie pomóc

Każdy ma prawo źle się czuć, martwić się, myśleć negatywnie. Jeśli dopadł Cię dzień zamartwiacza, zadzwoń do zaufanej, bliskiej osoby lub najlepiej spotkaj się z nią i zwierz się jej ze swoich uczuć, problemów, trosk. Nie zgrywaj bohatera. Powiedz otwarcie, że masz zły dzień i potrzebujesz wsparcia. Ludzie z natury lubią pomagać, pocieszać innych, bo to daje im poczucie mocy i kompetencji, więc nie bój się odrzucenia. O wiele łatwiej jest radzić komuś niż prosić o radę.

Wyżal się przyjacielowi, mamie, rodzeństwu, partnerowi. Powiedz co czujesz i poproś o pocieszenie, radę, wsparcie. To nic takiego. Od tego są przecież przyjaciele i rodzina. Aby nas ciągnąć do góry, kiedy idziemy na dno. A będzie to przy okazji sposób, aby zweryfikować swoje relacje z innymi. Czyż nie jest cudowne, jeśli druga osoba okazuje swoje zainteresowanie naszymi problemami i szczerze chce pomóc. Samo wygadanie się może wielu osobom znacząco poprawić samopoczucie.

 

  1. Zmęcz się fizycznie!

Psychicznie i tak już jesteś wykończony. A nie ma nic lepszego na zmęczenie psychiczne jak zmęczenie fizyczne. Wstań i zrób coś energicznego przez 7 minut:

  1. Pobiegaj – wystarczą 3 okrążenia wokół bloku (wychodzi 2m33sek na jedno okrążenie). Nie, nie musisz od razu planować biegania. Ach, zacznę od jutra, od poniedziałku, od wakacji, od Nowego Roku. Zacznę, jak tylko kupię sobie specjalne buty do biegania i super wygodne legginsy, i jeszcze wypasiony gadżet do monitorowania pracy serca i pulsu. Wstań teraz, natychmiast, w tej chwili, załóż pierwsze lepsze buty sportowe (zakładam, że w dniu zamartwiacza i tak masz na sobie wygodny dres, więc nawet nie musisz się przebierać), wyjdź z domu i przebiegnij się 7 minut i wróć do domu. Każdy to umie, nie potrzebujesz specjalnej techniki. Chodzi o to, żeby krew zaczęła krążyć szybciej.
  2. Jeśli już naprawdę nie chce Ci się biegać, bo (i tutaj lista wymówek): pada deszcz, bo zimno, bo jednak te dresy, które masz na sobie są poplamione, a Ty masz tłuste włosy (wszak to dzień zamartwiacza) i nie chcesz, żeby Cię zobaczył sąsiad z naprzeciwka, rozwiń matę (zwykły dywan też będzie dobry) i ćwicz przez 7 minut. Nie musisz od razu szukać super efektywnego zestawu ćwiczeń z Chodakowską, po prostu zrób pierwsze lepsze ćwiczenia, jakie przyjdą Ci do głowy. Mogą to być zwykłe pajacyki, przysiady, brzuszki. Ważne, żeby krew w żyłach przyspieszyła i żeby na Twoim zafrasowanym licu pojawiły się rumieńce.
  3. Jeśli powyższe propozycje są ponad Twoje siły fizyczne i psychiczne, wyjmij odkurzacz lub mopa i sprzątaj energicznie przez 7 minut. To też sprawi, że pobudzisz krążenie, a widok czystej podłogi dodatkowo poprawi Ci nastrój.

Dlaczego 7 minut? Bo jest szansa i to spora, że kiedy już się ruszysz i zobaczysz jak bardzo to pomaga, wcale nie będziesz chciał przerwać. Całkiem prawdopodobne, że dobijesz do 10, a nawet 15 minut. A to stanowi już solidną porcję ruchu. Jeśli tak się nie stanie, nic nie szkodzi. 7 minut energicznego biegania, ćwiczenia czy odkurzania z całą pewnością spełni swoje zadanie i uda Ci się poprawić samopoczucie.

Czytaj więcej: 5 sposobów jak przestać się martwić i odnaleźć spokój ducha

 

Jest wiele sposobów, aby natychmiast poprawić samopoczucie, kiedy się martwimy. Może pomóc Ci już jedna z prezentowanych w tekście metod. A być może będziesz musiał wypróbować 2 lub 3 z listy, zanim poczujesz się lepiej. Jedno jest pewne, jeśli sam nie przerwiesz kołowrotka złych myśli, nikt za Ciebie tego nie zrobi. To Ty jesteś odpowiedzialny za nastrój, w którym się obecnie znajdujesz. I to Ty musisz poprawić swoje samopoczucie.

Polub nasz fanpage

A jakie są Wasze sposoby na poprawę samopoczucia?

8
Dodaj komentarz

avatar
4 Wątki w komentarzach
4 Odpowiedzi na wątek
0 Obserwujący
 
Najczęściej reagowany komentarz
Najgorętszy wątek komentarza
5 Komentuj autora
Spokój DuchaMarta J.ChristianoVera VeraPaula Autorzy ostatnich komentarzy
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Paula
Gość
Paula

To ja się podzielę sposobem, który na mnie zadziałał, kiedy bardzo martwiłam się z powodu pracy… Swego czasu miałam bardzo ciężki okres w pracy, dużo nadgodzin, ciągłe czepianie się mnie przez wrednego szefa. Bardzo się wtedy zamartwiałam, nie mogłam spać, byłam nerwowa i zestresowana. Po drodze do i z pracy mijałam niepozorny kościółek (nie wolnostojący, tylko wbudowany w ciąg kamienic). Dodam, że wierzę w Boga, ale nie jestem zbyt praktykująca. Pewnego dnia jednak miałam tak dosyć wszystkiego, że w drodze do domu łzy same napływały mi do oczu, a nie chciałam się pokazać w takim stanie mężowi i dzieciom. Postanowiłam… Czytaj więcej »

Vera Vera
Gość
Vera Vera

Kiedy dopada mnie taki właśnie nastrój, lubię wracać do seriali z mojego dzieciństwa i wczesnej młodości: Dr Queen, Słoneczny patrol, 7 Niebo, Autostrada do nieba, Dotyk Anioła albo komediowe: Świat według Bundych, Przyjaciele, Trzecia planeta od słońca. Nie wiem czy wy też tak macie, ale filmy (np. z serii Okruchy życia, zawsze leciały na Jedynce raz w tygodniu, chyba w środę o 20-ej) lub seriale z lat 80/90 miały w sobie takie ciepło, spokój, a i często mądrość (morał). Niesamowicie mnie odprężają i wszystko wydaje mi lepsze, jak sobie zapodam taki seansik 🙂

Christiano
Gość
Christiano

Szczerze to nie spodziewałem sie niczego odkrywczego gdy zobaczylem tytul, a tu kilka punktow mnie zaskoczylo. Nuner 2, 6, 7 na plus. Czekam na więcej

Marta J.
Gość
Marta J.

A propos punktu 5…pogorszenie sytuacji i świadome doprowadzenie się do łez. Być może jest to sposób. Zazwyczaj martwiąc się toczymy wewnętrzną walkę między tym, żeby się poddać złemu nastrojowi, a udawaniu, że jeszcze jesteśmy silni i damy radę. I chyba to balansowanie między poddaniem się, a walką jest najgorsze. Może chodzi o to, żeby odpuścić, poddać się, uznać swoją bezsilność, emocjonalną porażkę, tak jak piszesz pozwolić sobie sięgnąć dna, aby po tym wszystkim otrzeć łzy, wyczyścić nosek i iść dalej, ale już z lżejszym sercem.